Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/341

Ta strona została przepisana.


Vauban. — Wdzięczność mnie nie pociągała, niewdzięczność nie odstręcza!... Bawię się...
— A gdybym cię prosiła?!...
— Doprawdy... nie umiem ci odpowiedzieć! Pozwól! List!
Księżna zacięła usta.
Pani de Vauban rwała obojętnie podaną jej przez hajduka kopertę.
— Będzie odpowiedź?!...
Hrabina rzuciła okiem na mały bilecik.
— Nic — powiedz — że dobrze!
Hajduk zniknął za portjerą.
— Więc wracając do przedmiotu — ozwała się poważnie księżna — czy mogę liczyć na ciebie?...
Pani de Vauban uśmiechnęła się zagadkowo i podała księżnie tylko co odebrany list.
Bilet zawierał lakoniczne wyrazy: „Dziś o dziesiątej wieczorem; C. uprzedzony“.
Księżna spojrzała pytająco na hrabinę.
— Nie umiem odgadnąć... coś mocno tajemniczego!
— Ach, teraz niema tajemnicy, los rozstrzygnął! Jest to odpowiedź, na którą czekałam!...
— Dla niej?! Dla tej! — rzuciła nerwowo księżna.
— Od Duroca.
— Od Duroca?!... „Dziś o dziesiątej...“ „C. uprzedzony...“ Kto uprzedzony? Kto?!...
— Jesteś bardzo niedomyślną, mościa księżno! Constant! Wiesz, nieodstępny kamerdyner...
— Constant! Constant uprzedzony!... Nie, to nad moje siły!... Pozwól, niech spocznę! Słyszysz, ogarnia mnie sapka!... Sercowa sapka, z nadmiaru! Masz sole?... Natrzyj mi skronie!... Och!... Constant... Och!... Jakże mnie wzrusza! Czujesz?! — bije?!... Słabo mi, ale tak dobrze... tak dobrze... Trzyj, droga hrabino, niech się oswoję... niech się oswoję!