Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/346

Ta strona została przepisana.


błość, ty oczy przymrużysz zlekka, nadasz głosowi cichy, nieśmiały „wibr“ i powiesz: „Twój majestat, sire, tłumił serca bicie!“ — A w dalszym ciągu dodasz, żeby lepiej się zaakcentować: „Bo... je lękiem przejmował, bo je blaskiem oślepiał, bo pragnęłoby czasem widzieć cię, tylko w mundurze twego żołnierza, bo trwoży się spoglądać ku ponad chmury wyrosłym szczytom, bo ono nie dla imperatora uderzyło!...“ Tu westchniesz cicho, żałośnie i twarz w dłoniach skryjesz...
W ten sposób prowadzona instrukcja przeciągnęła się do późnego wieczora.
Szambelanowa siedziała w głuchem milczeniu, ani słowem nie protestując, nie przerywając, o nic nie pytając, niczemu nie przecząc.
Od czasu do czasu oczy pani Walewskiej ożywiały się, rozpalały się jakimś ogniem i zdawały się wskroś przezierać wątłą postać hrabiny.
Pani de Vauban, mimo całej swej wrodzonej zimnej krwi, pod magnetycznem tem spojrzeniem mieszała się, plątała i z trudem wracała do wątku. Chwilami znów ten spokój szambelanowej, ta jej bierność — budziły niepewność, nieufność w hrabinie. I pani de Vauban występowała śmielej, zapuszczała się aż na krańce przypuszczeń, spodziewając się znaleźć protest, opór — daremnie.
Pani Walewska pozostawała niewzruszona,
Noc zapadła, wilgotno zimna, przejmująca noc. Salony pałacu pod Blachą opustoszały. Goście pani de Vauban, nie mogąc się docisnąć do ukrywającej się w bocznych pokojach pani Walewskiej, rozjechali się, rozwożąc po mieście setki najdziwaczniejszych plotek, osnutych na półsłówkach hrabiny i domyślnikach, rozrzuconych obficie przez księżnę.
W buduarze pani de Vauban, księżna Jabłonowska w towarzystwie Fryny Czosnowskiej czekała na koniec rozmowy hrabiny z szambelanową. Fryne starała się zabawić księżnę,