Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/348

Ta strona została przepisana.


— Lecz w takim razie sprawa gotowa się wydać!...
— No, nie odrazu — byłam o tyle ostrożną, że cesarz wie o jakiemś zajściu, więc go prośba nie zdziwi. O dziś nie trzeba się obawiać, lecz o jutro!
— Cóż zatem myślisz?!
— Tymczasem gra zaczęta — potem zobaczymy, będziemy musiały akkomodować do wypadków!
— Złote, zacne serce! Henrjetko! Wiesz, niema poświęcenia, do którego nie byłabym zdolną!...
Damy serdecznemi uściśnieniami stwierdziły tę decyzję i z równą energją przystąpiły do ostatnich przygotowań, przyczem, gdy księżna wzięła na siebie trudy uzupełnienia rad i wskazówek, mogących być pożytecznemi szambelanowej, hrabina zajęła się przeprowadzeniem ostatniej, piorunowej korespondencji z Zamkiem...
Na parę minut przed dziesiątą u podjazdu pałacu pod Blachą stanęła kareta. Z kozła jej zeskoczył strzelec w bogatym uniformie, ruszył prosto do przedsionka i polecił się zameldować hrabinie.
Służba pałacowa zdziwiła się nieco tej śmiałości swego kolegi, a więcej jeszcze zastanowił ją uniform przybyłego. Wahanie atoli przerwał kamerdyner pani de Vauban.
Przybycie karety znalazło natychmiastowe echo w buduarze hrabiny, o nerwowe drżenie przyprawiło księżnę Jabłonowską, nawet na różowej twarzyczce Fryny Czosnowskiej wywołało silniejsze kolory.
Pani de Vauban zbliżyła się do zasuniętej w ramiona głębokiego fotela szambelanowej i dotknęła zlekka jej ramienia.
— Marylko — już czas!
— Czas?!
— Tak, droga moja, kareta czeka! Musimy jechać!
Pani Walewska skinęła przyzwalająco głową.