Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/351

Ta strona została przepisana.


Pani de Vauban zaś, która pospieszyła wysiąść za szambelanową, uznała za stosowne wyjaśnić tę niespodziewaną przeszkodę.
— Jeszcze nie wiedzą!... Osłoń twarzyczkę woalem! naturalnie, to się potem zmieni... Dworski porządek, no i niedoświadczenie Duroca! Na dworze Ludwików marszałek za podobną niestosowność byłby usuniętym ze służby!... No, tu bądź co bądź, są obozem, nie mieli czasu... trzeba mieć wyrozumienie!...
— Ja tam o niczem nie wiem! — rozległ się nagle silniej głos grenadjera, rozmawiającego ze strzelcem. — Dawno po dziewiątej, rozkazu niema! Proszę zameldować się u służbowego kapitana, tam na lewo, w rogu... w tem oknie, gdzie światło!...
Strzelec pobiegł we wskazanym mu kierunku. Grenadjer, niezadowolony snać z odwiedzin, mruczał do siebie pod nosem.
— Constant! Mnie żaden Constant nie ma nic do rozkazania! Constant! Sacrebleu! dziewiąta, capstrzyk, i żeby bataljon Constantów szedł, ani kroku!... Nawet... nawet licho nadało, że tę landarę do bramy wpuściłem!... Damy do pana Constanta!...
— Mój przyjacielu! — ozwała się pojednawczo hrabina, chcąc przerwać monolog grenadjera. — Rzecz się wyjaśni, niepotrzebnie wpadasz w zły humor!...
Grenadjer stuknął niecierpliwie karabinem.
— Przedewszystkiem nie żaden „przyjaciel“... tylko sierżant drugiej kompanji grenadjerów pieszych gwardji! A potem, tyle się wyjaśni, że po dniu wolna droga do pana Constanta! Radzę do pudełka siadać i zawracać zpowrotem!
— To już nie wasza rzecz!
— Moja, czy nie moja, a Constanta pani nie zobaczysz!