Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/371

Ta strona została skorygowana.


nie dość hardą, abyś zwróciła oczy ku mnie! Przysięgam ci, że nic, jeno odejść chcę z twym obrazem, odejść samotnym! A jeżeli tu przemawiam, jeżeli cię ostrzegam, to nie czynię dla intencji małej, dla intrygi, dla zawiści!... Za temi drzwiami jest cesarz!... Cesarz, którego wielbię, na skinienie którego jestem gotów życie ponieść!... A ty, pani, jawisz się na to, abym go nienawidził! Wiem, wiem, o panowaniu myślisz! I pewnie! Nie znam godniejszej skroni do noszenia korony koron! Gdybym był dość silnym, oddałbym ci ją pierwszy! Ciebie chciałbym mieć cesarzową, ciebie chciałbym strzec, pod twoim progiem służby odprawować, twoich słuchać rozkazów. Gdybym był dość silnym!... Niestety, nie tylko danem mi jest widzieć niemoc własną, lecz i twoje zaślepienie!... Zdaje ci się, że za temi drzwiami czeka na cię władza, wyciągasz ręce, a nie postrzegasz przepaści, która cię od niej oddziela!... Zginiesz!... Słyszysz!... Dwór cię wyssie, zemnie, powlecze śliną swego pustego życia i odrzuci, mając pod ręką inną znów ofiarę! I co potem! Powiedz?!
Szambelanowa drżała całem ciałem. Słowa porucznika wzruszyły ją, otworzyły oczy, pociągnęły siłą, rozpaliły podrażnioną imaginację.
— Tak — tak jest! Pan masz słuszność! — zaczęła nerwowo pani Walewska. — Ja nie mogę tu pozostać! Ani chwili jednej! To nie dla mnie miejsce! Małachowskiemu się zdawało! Nie mam sił, nie mam mocy do tych wielkich zadań! Słabą jestem — zginę! Ani chwili dłużej!... Szalona myśl mnie tu przywiodła!... Pan mnie wyprowadzisz!.. Wyprowadzisz mnie stąd!... Wracam do domu, do Walewic, do mojej pustki, do ciszy!... Wracam!...
Szambelanowa odetchnęła ciężko, Ornano pochylił się do jej ręki.
— Tyś dobra, zacna, szlachetna! — mówił z rozradowaniem. — Taką cię sądziłem, taką odgadłem i taką jesteś!...