Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/374

Ta strona została skorygowana.


mosiężne inicjały na porozrzucanych na podłodze tekach, nie uszły jej uwagi ani zawiłe esy ciemno-czerwonego adamaszku, pokrywającego ściany, ani trupi wyraz portretu króla Stanisława, ani skulona postać sekretarza cesarskiego, zgiętego nad papierami w niszy gabinetu, ani zegar stojący na kominku, ani szpada porzucona na krześle, ani wykrzywiona twarz satyra, zawisła u spodu zegarowej tarczy.
Była więc u cesarza! Jeszcze chwila, a zrzuci z siebie cały ciężar tłoczących ją uczuć. Powie mu! Musi powiedzieć!... A gdyby... Prawda, ta audjencja jest dosyć dziwną! Kazał jej czekać. — Dlaczego? Jest zajęty.
Była więc u cesarza! Wezwano ją przecież, prawie zniewolo do przybycia, a teraz nawet uwagi na nią nie zwracają! Może przybyła zawcześnie, może zegary hrabiny się spieszą, a może jaka ważna sprawa!
Naraz zdało się szambelanowej, że tuż za drzwiami zabrzęczały ostrogi.
Tam był Ornano! Był bezwątpienia. Skąd mu się wzięły te obawy! Mówił tak przekonywująco, a jakże się mylił. Bo i cóż? Jest przecież u cesarza, no i w obejściu nie widzi nic krom chłodu, oziębłości, nawet lekceważenia!
Sytuacja wydała się pani Walewskiej śmieszną. Tyle gwałtownych rozpraw, tyle obaw, przestróg, walk, a w końcu przyjęto ją ze wzruszeniem ramion, a teraz każdym ruchem dawano do zrozumienia, że jej obecność nie może opóźnić odczytania żadnego z tych papierów, że nie zasługuje bodaj na tyle zachowania, by jej poświęcić kilka sekund rozmowy między jednym raportem a drugim.
A Małachowskiemu się zdawało! Nie jemu tylko! Wszyscy, ona sama była w błędzie...
Lecz w takim razie, pocóż ją tu wzywano?
Panią Walewskę ogarniać zaczęło zniecierpliwienie. Myśl, że zapomniano o jej obecności nurtowała ją coraz silniej.