Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/40

Ta strona została skorygowana.


wzrok tak bystry, tak przenikliwy, że najmówniejsi deputaci nasi stracili kontenans! Bardzobym go chciała zobaczyć...
— Będzie potemu okazya... jutro na wieczór wraca z Pułtuska!... Za tydzień ma się odbyć przyjęcie w zamku...
— Czy tylko mama mnie zaprowadzi!... Czy wogóle dostaniemy zaproszenia!... Cesarz podobno nie lubi socyet z damami... Lista osób dopuszczonych będzie bardzo szczupła!... Ach! Darowaćbym sobie nie mogła!...
— Ależ niema wątpliwości! — pocieszał Ossoliński.— Pani de Vauban, książę Józef wreszcie nie zapomną z pewnością o paniach...
— Kto wie! kto wie — chwiała wątpiąco główką Żanetka. — Mama nie rada mnie jeszcze wprowadzać w świat... a ja taka jestem ciekawa... nie wiem cobym za to dała! A gdyby tak mnie o co zapytał... odrazubym mu wypaliła...
— Mnie gorzej chyba... a nie skarżę się! — zauważył Ossoliński, szarpiąc nielitościwie młodzieńczy puch pod nosem.
— Jakto!? Dla czego!?...
— Bo... bo... to wszystkiego pani oboźna narobiła i... ten nieznośny Krasiński!...
— Proszę tłumaczyć się jaśniej!...
— Zbiera się gwardya honorowa, chciałem z nią i... nie dali!... Wydałem im się za młodym!...
— A to także! — przyznała ze szczerem oburzeniem Żanetka.
— Więc ani myśli, żebym go gdzie zobaczył... bo nawet, jak ulicami przejeżdża, to się docisnąć nie można!... Cha! Jak się ma taką panią stryjenkę dobrodziejkę....
— Kuzynku!...
— Lecz ja właśnie na złość z pierwszej okazyi skorzystam i zaciągnę się do wielkiej armii i wywędruję bodaj na koniec świata!...