Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/43

Ta strona została skorygowana.


nem, pociągłem spojrzenia dużych, czarnych oczu — przedstawił uroczyście:
Chevalier Gorayski!...
— Bardzom rada! — zakonkludowała rezolutnie Żanetka, a spostrzegłszy teraz pomieszanie szambelanowej, dodała: — Państwo, zdaje się już się znają!...
— Mam ten honor — odrzekł z ukłonem Gorayski.
— W takim razie tem pewniejszego będziemy miały sprzymierzeńca! Idzie o spisek na cesarza! Okrutny, tajemniczy spisek... przysięga obowiązuje do tajemnicy!... Inaczej gromy księżnej wojewodziny... pioruny pani oboźnej, zemsta wybierającego się na wieś męża... klątwa całego starszego autoramentu...
— Raczą panie wskazać... deklaruję się, chociaż jako należący do gwardyi przybocznej, nielada muszę pokonać trudności i zgłuszyć wyrzuty,..
Żaneta wybuchem serdecznego śmiechu przyjąwszy odpowiedź Gorayskiego, jęła snuć plan wycieczki, prosząc o pomoc i wskazówki.
Gorayski wysłuchał cierpliwie, powiadomił, że gwardya przyboczna ma rozkaz zebrać się jutro na Pradze o drugiej godzinie po południu, że nawet ułatwić będzie mógł przedostanie się przez most — co jest rzeczą bardzo trudną, bo furgony wojskowe dzień i noc ciągną — a nadto zachodzi obawa, aby płynąca kra nie zniosła mostu — wkońcu wycieczkę uznał za niezawodną — byle nie spóźnić jej, bo cesarz lubi uprzedzać godziny.
Radziwiłłówna do reszty przekonana do swego planu, zwróciła się do Ossolińskiego, aby z nim ostatnie szczegóły omówić — Gorayski był zniewolony zwrócić się do pani Walewskiej. Szło mu to dosyć niesporo. Znać było po nim, że zgubił, raptem wątek gładkich frazesów, którymi sypał przed chwilą, bo ozwał się zająknieniem: