Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/65

Ta strona została skorygowana.


powlokły się, trąc nielitościwie bale i przeciskając się pomiędzy dwoma szeregami pontonierów, którzy straż trzymali dla obrąbywania obmarzających łyżew i rozrywania formujących się pod mostem zatorów.
Żanetka obejrzała się raz jeszcze dla upewnienia się, czy niema za saniami kapitana, lecz zobaczywszy, że ten z dragonami został daleko między furgonami wojskowymi, uspokoiła się zupełnie.
Przyjaciółki ostatnie zamieniły słowa.
Żanetka obiecywała do Walewic przyjechać — Pani Walewska przyrzekła odwiedzić Radziwiłłównę za pierwszą bytnością w Warszawie.
Sanie z Bednarskiej zawróciły ku Królewskiej i dalej, bocznemi uliczkami, wjechały na „Marszałkowskie“ — i stanęły przed dworem, zajmowanym przez księżnę wojewodzinę.
Żanetka raz jeszcze ucałowała panią Walewską, zaklęła się dotrzymać tajemnicy i znikła razem z Ossolińskim we drzwiach, pod podjazdem.
Domagalski zwrócił na Długą.
Szambelanowa z ciężkiem sercem wracała do domu. Znikł jej z oczu już i obraz spotkania z cesarzem, przebrzmiały w uszach miłościwe słowa — a pozostało jedynie uczucie, że znów musi wracać do pustki domowej, że chwila zaznanej swobody już minęła, może bezpowrotnie, że musi zdławić w sobie żywość i dostrajać się do nużącej powagi pani domu, do zmiennych humorów szambelana.
Coś jakby żal ukryty przejął panią Walewską — żal do ludzi, iż nie dali jej odetchnąć pełnią młodości, że odarli ją tak wcześnie z marzeń, że zniewolili do zawarcia małżeństwa z człowiekiem tak dalekim, tak obcym jej nietylko wiekiem, lecz i upodobaniami, i ideałami i wyobrażeniami.
Pani Walewska ze zgrozą wspomniała na przeżyte chwile...