Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/72

Ta strona została skorygowana.


Baptysta już kilkakrotnie przypominał panu Anastazemu o obiedzie — szambelan zwlekał, dopytywał się co chwila o „jaśnie oświeconą“, kazał sobie zegar postawić na stoliku, śledził leniwie posuwanie się wskazówki na tarczy i coraz zawzięciej kołatał pokrywką tabakierki.
W tem oczekiwaniu zastała go księżna Jabłonowska, a wprawnem okiem wykrywszy ślady niehumoru na twarzy brata — zaczęła ze współczuciem:
Mon cher ami!... Przejeżdżam właśnie... Wracam od pani Stanisławowej Potockiej i myślę o tobie, cher ami, że tu sam siedzisz!... A gdzież pani Marya?...
— Niema jej — wyjechała przecież z Żanetką i nie powróciła.
— Ach, prawda! Jestem taką „ublijerką“, vraimant ciągle zapominam! Cete négligence! No, więc powrócić jeszcze nie mogła!... Bezwątpienia nie mogła!
— Cóż znowu, z krótkiej promenady!
— Nie tak bardzo!... Widziałam właśnie u pani Stanisławowej Thomas Łubieńskiego, należał do gwardyi przybocznej, która spotykała cesarza... cesarz powrócił przed godziną... Otóż Thomas powiedział mi, że widział sanki Ossolińskiego na moście!... Jechały na Pragę...
— Sanki Ossolińskiego?
— No tak! Jechała pani Marya z Żanetką...
— To niepodobna!
— Ależ z pewnością... odprowadzał je konno chevalier de Gorayski.
— Chyba... chyba żartujesz?
Mon cher! Thomas jest bardzo dobrze! Można go posądzać o sprzyjanie Ossolińskim, dla swej Konstancyi, ale... nie pozwoliłby sobie na plotkę — no, niema w tem jeszcze nic strasznego — bo Gorayski wrócił już do Warszawy — widziałam go nawet u pani Stanisławowej...