Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 01.djvu/76

Ta strona została skorygowana.


byś był obligowanym obracać się między tymi ludźmi! Jestem dobrej myśli — jeżeli co wypadnie, wyślę zaraz list do Walewic! Dominikowa jest tobą zachwycona, nazwała cię toujours le même! Wcale trafnie. Admiruje cię zawsze! Cóżby to było, gdybyś nie miał tych przykrości z Marie!... Ucałuj ją odemnie! Więc do widzenia się!... Będę szczęśliwą, jeżeli zdołam wyprawić do Walewic młodą parę po błogosławieństwo! O tamtem... nie myśl — stało się... ludzie zapomną, byle nie dawać nowego powodu!...
Kiedy po kilkakrotnych pożegnaniach z siostrą — szambelan został nareszcie sam — odetchnął pełną piersią, otarł pot z czoła i, zapytawszy się pokojowca, czy żona nie powróciła — kazał sobie podać obiad.
Jadło nie smakowało panu Anastazemu, potrawy schodziły nietknięte, mimo poufnego zachęcania Baptysty.
Szambelan ze wzburzenia przeszedł w odrętwienie.
Odrętwienie to było tak silne, że kiedy kamerdyner doniósł o powrocie szambelanowej — pan Anastazy wzruszył ramionami i zapadł ponownie w poprzedni stan.
Baptysta znając wskroś swego pana, nie próbował go nawet poruszać z fotelu.
Tak upłynęło kilka godzin.
W pokoju mrok już zaczął słać swe szare cienie, ogień na kominku coraz silniejsze rzucał blaski, coraz śmielej odbierał odchodzącemu dniu berło światła — gdy szambelan ocknął się, przetarł zmęczone oczy, i jął zastanawiać się, jak mu postąpić należy z lekkomyślnością żony, czy natychmiast zażądać najściślejszego tłumaczenia, czy też rozprawę odłożyć do powrotu do Walewic, a teraz przybrać jeno maskę pogardliwej oziębłości.
Myśl pierwsza wzięła górę.
Pan Anastazy sięgnął do dzwonka, aby wezwać poko-