Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/111

Ta strona została przepisana.


Franciszek austrjacki rozpoczął koncentrację wojska w Czechach i na Morawach, a dalej skrót memorjału, złożonego dywanowi tureckiemu przez Stürmera, austrjackiego agenta w Stambule w sprawie wciągnięcia i Turcji do wystąpienia przeciw Napoleonowi, a przynajmniej pozyskania jej neutralności, a nareszcie krótkie notatki, obliczające niedobitków pruskiej armji.
Łączyński odłożył papiery próbując ogarnąć doniosłość zawartych w nich wiadomości, lecz daremnie. Wszystkie te niezliczone cieniowania wyszukanego stylu, napomknienia, wyraziste podkreślenia były dlań zawiłością nie do rozstrzygnięcia, nie do zbadania.
Łączyński na dyplomacji się nie rozumiał. Lata całe za Napoleonem szedł i tak doszedł za nim nad Wartę. A jeżeli po reformacji legjonów, po traktacie lunewilskim i jego szarpały gorycze i nim wstrząsnęła nieufność do intencyj Bonapartego, to przecież teraz każdem tchnieniem, życiem rad był nieufność tę odkupić.
Tymczasem, gdy tak głęboko był przekonanym, że przecież nie po to Prusaków wojował, aby ziemi odebranej im ustąpić, aby i tu nie miała zajaśnieć w całej pełni gwiazda wielkiego mocarza, naraz stanęła przed nim ponura, nieubłagana prawda! Pułkownik ją aż nadto pojął!
Papiery te powiedziały mu aż nadto, boć zawierały kwintesencję napoleońskiej dyplomacji, bo w tych kilku słowach „nie przywiązuje żadnej wagi“ ozwała się w nim cała ironja życia, całe szyderstwo światła, rozpraszającego fantastyczne linje mroków, cała tragedja zawołań, dla których ginęły tysiące, cały fałsz odezw i gabinetowych wieści, proklamacyj, półsłówek, nawet zaręczeń.
Żołnierzem był Łączyński, żołnierzem był. I nie tym żołnierzem-zawadjaką, co zakosztowawszy bojowego hazardu, niby zaprawiony do polowania wyżeł na widok strzelby