Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/121

Ta strona została przepisana.


ona, z tej kózki figlarnej, z tego dziewczątka zacnego, które on tak miłował, wyrosła na damę, na żonę, na wielką panią!
Pułkownik szarpnął się gniewnie.
— Gdyby on był tam wówczas, gdyby przeczuł, gdyby poważył się supponować, jak lekkomyślne rachuby panią matkę opanują, jednym tchem by wrócił, siłą, mocą by nie dopuścił! Stało się. Łzy go dusiły, kiedy był odebrał wiadomość o dokonanem małżeństwie. Prawda, Maryśka nie skarżyła się, nie wyrzekała w pisaniach swych, ale coś jakby się zmieniła, jakby kryła, a w nim smutne budziła przeczucie, że już niema tej Maryśki, tej dobrej dzieciny, wieszającej mu się u szyi, jednym tchnieniem chcącej z nim oddychać, w braterskim sercu szukającej miary uderzeń dla własnego serca! Świat, wielki świat musiał ją zmienić, musiał do swego nakłonić tonu! Bezwątpienia Maryśka jest teraz damą! Wszak ci taki Hervé aż z atencjami wystąpił. I ten, Romeuf tak samo; — nie inną miał intencję sam Dąbrowski! Śmiechu warte — Maryśka! Umazane nieboże jagodami aż po oczy, z główką rozczochraną, a pełną dźbeł siana, ledwie dysząca ze zmęczenia, a jeszcze zawodząca posłyszane piosnki — i ta Maryśka sunie po salonach, „konwersuje“ z generałem Hervé, może jakiemu marszałkowi była prezentowaną!... I to Maryśka! Na bosaka lubiła, choć po deszczu; — a na konia to bodaj gdzie się zawiesić na ramieniu brata! Jeszcze teraz, jakby ją widział. Pani matka rzecz o niewieściej dystynkcji wywodzi, a Maryśka zgarnia potulnie kaszę z talerza, a lewą rączką kulę z chleba lepi, aby bratu na pocisk odpowiedzieć i pacnąć w niego! Maryśka!
Łączyński roześmiał się z całego serca do tego wspomnienia. Śmiechowi temu odpowiedziało tępe echo z końca opustoszałej uliczki. Pułkownik otrząsnął się i równocześnie uczuł szczypiący ból w stopach, kiściach rąk i uszach. Mróz