Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/14

Ta strona została przepisana.


na chwilę przedmiot rozmowy! Przybyłam, aby cię uprzedzić o... czemś!...
— Uprzedzić?!... Może znów rewersy pana Ksawerego?! Ani myślę!
Księżna spuściła oczy.
— Jesteś w błędzie! Chciałam cię uprzedzić, bo mam wiadomość, że wielki marszałek dworu będzie u ciebie! Duroc!...
— Będzie Duroc — hm! przyjmę go.
— No tak, ale zdaje się, iż tym razem jego odwiedziny mogą być połączone z pewnemi propozycjami!...
— Bo i najwyższy czas po temu!
— Tedy, mój Anastazy — ciągnęła księżna ze wzrastającem ożywieniem — byleś nie tracił z widoku, że tu... o dobro całej naszej rodziny iść będzie... że wypadnie ci się akkomodować, że niepodobna będzie ci oprzeć się przeznaczeniu! Byłeś nie tracił rozwagi, zastanowienia, zimnej krwi!
— Do czego pani siostra zmierzasz?!
— Tylko pragnęłam przypomnieć, bo sama nie wiem, z czem wielki marszałek... Lecz to będzie pewno coś ważnego! A twoje zachowanie się zdecyduje tylko o naszej rodzinie, bo rzeczy samej nie zmieni! Cesarz nie zna oporu! Opór tylko nas odsunie, zepchnie!
Szambelan mrugnął z natężeniem, jakby całą uwagę usiłując skupić.
— Jaki opór, co za opór?!
— Ach, nawet go nie przewiduję, nadto ufam twemu doświadczeniu! Tylko na wszelki wypadek.
Księżna zawahała się.
— Nie wiem, jak ci wyrazić! Poprostu... afekt płomienny go opanował!
— Kogo?
— Cesarza!