Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/146

Ta strona została przepisana.


nazwisko pułkownika. A w ślad za tym szmerem wyciągnęły się ku niemu ręce do uścisku, jęły się sypać pełne ugrzecznienia wyrazy.
Pułkownik z trudnością mógł sprostać tym uprzejmościom.
Baczny atoli Flahaut czuwał nad pułkownikiem, wyręczał go i z całą swobodą i pewnością siebie odgrywał rolę nie tylko przewodnika Łączyńskiego, lecz nawet akcentował swój stosunek przyjacielski, czem nie mało imponował obecnym.
Łączyński więc raz po raz dowiadywał się, że jest oficerem niezmiernych zasług, że taki i taki generał oddawna szukał już sposobności, aby z nim zawrzeć znajomość, że nazwisko jego nikomu nie było obcem, że wogóle jego zdanie ma wagę nawet w sprawach, o których nie ma wyobrażenia, że nakoniec jest personatem nielada...
Wśród tego potoku słów, mącących Łączyńskiemu prawidłowy tok myśli, zaskoczył go znów baczny, a czujny kapitan Flahaut.
— Panie pułkowniku, książę Bassano pragnie z panem pomówić!
— Książę Bassano?!
— Jeśli pan łaskaw, na lewo, do gabinetu!
Łączyński ani się spostrzegł, gdy ręka jego spoczęła w uścisku potężnego pana Mareta.
— Jesteś pan moim sąsiadem! — rzekł z prostotą książę. — Lecz ku wielkiemu żalowi za godzinę wyjeżdżam stąd, obawiałem się więc stracić okazji poznania pana! Stąd śmiałość trudzenia go!
— Mości książę, zaszczyt dla mnie!
— Panie pułkowniku, mogę powinszować! Cesarz tak serdecznie odzywał się przed chwilą o panu!... Jestem przekonany, że odtąd będziemy się widywali bardzo często, bardzo