Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/167

Ta strona została przepisana.


— Ale to najlichszy! Doprawdy...
Pani Walewska podeszła do Napoleona i położyła mu paluszek swój na ustach.
— Tu niema cesarza, tu ja rozkazuję!
Bonaparte przycisnął z uczuciem paluszek do ust.
— Zawsze — zawsze! Tylko mojej pani ten kolor nie przypada do smaku, sama mówiłaś!
— Lecz Żanetka Radziwiłłówna lubi go niezawodnie!
— A co będzie z resztą? Tak się cieszyłem, że niespodziankę ci sprawię!
— Bądźmy rozważni! Nie godzi się zapominać o cesarzowej. Ona wszak niema zadość chwil jasnych w życiu!
Bonaparte nachmurzył się.
— Sama doprowadziła, sama starała się zasłużyć!
— Lecz sam powiedziałeś, że szanujesz w niej cesarzowę i cenisz przyjaciółkę!
— Prawda stokroć prawda! Masz słuszność! Jesteś dobra, bezgranicznie dobra, a bezinteresowna w każdem tchnieniu!
— O, za pozwoleniem! Właśnie dziś mam sprawę!...
— Mówże, sto, tysiąc spraw! O cóż idzie?
— Żebyś mi wyrobił audjencję u cesarza!...
Napoleon roześmiał się serdecznie, a strojąc głos do komicznej powagi, odrzekł.
— Masz ją w tej chwili!
Pani Walewska jęła wykonywać z żartobliwą przesadą trzy ukłony dworskie.
Sire!
Madame? Bardzo rad jestem widzieć!
— Łaskawość twoja sire!
— Proszę, mów pani!
Pani Walewska z etykietalnego ukłonu przybrała zalotnie figlarną pozę. Szyjkę ku przodowi wyciągnęła, jedną rączką