Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/17

Ta strona została przepisana.


nierz fraka wywinął nieforemnie, dzięki krwawej wstędze, zawieszonej niedbale na szyi.
Na widok księżnej, szambelan zatrzymał się, i podając jej rulony papieru, rzekł gorączkowo:
— Masz, czytaj, zobacz, przekonaj się!
Księżna rozwinęła papiery. Pan Anastazy nie dał jej atoli się rozczytać, podniósł się na palcach i dodał, muskając wielką czerwoną wstęgę, która teraz dopiero rozpostarła się w całej swej szerokości.
— Patrz! Widzisz!... Legja!... Wielkiego oficera! Co? Wybicki uschnie!... Myślisz! Małachowskiego żółć zaleje!
Księżna, wobec tej widocznej zmiany usposobienia, odrazu odwróciła taktykę.
— Ach, mon cher! Z całego serca ci winszuję! Wielka wstęga — nie uwierzysz, jaką mnie to dumą i radością napełnia!
— Myślisz, że to wszystko! Zobacz, instrument na szambelaństwo, donacji pół miljona, uwolnienie od rekruta i kwaterunku na lat dziesięć!...
— Słusznie ci się należało!...
— I ten... dopiero początek! Chcą mnie gwałtem zjednać! Ale wstęga! Co!
— Wspaniała!
— Odbija?! Hę?!... Dobrze odbija!
— Miałam przeczucie! A tyś się wzdragał! Byłam przekonana, że dwór ma najlepsze zamiary! Pozwól sobie raz jeszcze powinszować! Cieszę się niezmiernie! Gdybyś potrzebował jakich wiadomości, przyślij do mnie...
— Odjeżdżasz?
— Muszę do Vaubanki!...
Szambelan spochmurniał nagle.
— Zobaczysz się z nią?...
— Po to jadę, chcę jej zwiastować nowinę... uraduje się