Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/171

Ta strona została przepisana.


rzyczka jej oblała się szkarłatem, usta rozchyliły. Wyciągnęła ręce do brata i rzuciła mu się z wybuchem szalonej radości na szyję.
— Paweł! Paweł! Tyżeś to! Boże — jakżem szczęśliwa!... Pójdź tu! Niech ci się napatrzę! Ciebie, ciebie, jedyny mój — tak mi brakło, tak zawsze brakło! Pomyśl tyle lat, tyle lat! Nie zapomniałeś swojej Maryśki! Ona zawsze twoja, zawsze taka sama... godziny nie było...
Pani Walewska, rzuciwszy okiem na nieruchomą twarz brata, urwała nagle i dopiero po przestanku zaczęła z nowym wybuchem.
— Tobie coś jest?! Tobie coś musi być! Może co powiedzieli! Nie wierz, niczemu nie wierz! O nic mnie nie pytaj, ja ci powiem sama, powiem wszystko! Niczego nie zataję! Tylko mi nie czyń wymówek! Wiem co myślisz, Boże z pamięci mi nie schodziło, że tobie będę musiała zdać sprawę, tobie jednemu tylko, bo zresztą nie mam nikogo, ktoby chciał mnie wysłuchać, ktoby zrozumiał! Siadaj tu, ano tak, a ja na tym stołeczku, przy twoich nogach! Tylko, Pawełku, nie patrz tak na swoją Maryśkę! Od przytomności odchodzę! Ty u mnie! Pozwól, napiję się wody, bo mnie pali, mówić nie mogę! Ach! Lżej teraz! Więc jesteś nareszcie, jesteś przy mnie! Widzę cię, oglądam! Co za szczęście! Jakie masz zimne ręce! Rozumiem, wątpisz! Cha — cha! Masz mnie za nikczemną, za podłą! Tak, jak oni wszyscy?! Niepodobna. Chociaż prawda, musisz tak samo myśleć! Żebyś wiedział, jak oni zabiegają, jak się kłaniają! Przedtem byłam dla nich niczem, a teraz wyrocznią. Ja mam najlepszy gust, najrozumniejsze zdanie, najpiękniejszy uśmiech! Wszystko „naj“! Prostacy! Niby Pawełkowa Maryśka zmienićby się mogła! Pamiętasz, jakżeś mnie w kopkę siana zawinął, powrósłem przewiązał i na plecach nosił?! Plącze mi się wszystko! Trzeba najpierw, żebyś wiedział, najpierw żebyś osądził, a do-