Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/187

Ta strona została przepisana.


— Toż samo, co ja!
— Nic! Każę go natychmiast aresztować; na prostaka niema innej rady! Jestem wdzięczny panu za przypomnienie! Bardzo wdzięczny! Tacy lubią mieć zawsze swoje widzimisię! Zaraz go wezmą pod straż. A panu zaś winszuję z całego serca! Gdyby pan czego potrzebował, racz zwrócić się do mnie!
Ornano potarł niespokojnie czoło.
— Gotówem natychmiast skorzystać z łaskawych słów...
— Ale, proszę! Uczynisz mi pan przyjemność.
— A więc, śmiem obligować, aby nazwisko moje zostało wykreślone z listy zapomóg cesarskich!
— Jakto? Jakto, kapitanie!
— Bo to, co mam, wystarcza mi w zupełności na moje potrzeby; — odrzekł cicho Ornano. — Milczeć zaś nie od dziś się nauczyłem.
Pan de Ségur próbował się uśmiechnąć.
— Ach, tak! Jeżeli panu na tem zależy! Trochę to dziwaczne! Nie na żarty powiadano mi o panu, że oryginałem jesteś!
— Właśnie! — bąknął sucho kapitan. — I chcę nim pozostać!
Był cichy, bezwietrzny poranek kwietniowy. Po mroźnym marcu, który z całą zawziętością stycznia trzymał rzeki polskie w lodowych okowach, zawałami śniegu okrywał równiny „Prus Nowoschodnich“, a gnębił i ubezwładniał korpusy Napoleona, wyjrzało słońce i promieniami swemi jęło topić stężałą skorupę Mazowsza, Śląska, Żmudzi, Litwy i Wielkopolski.
Główna kwatera w Ostródzie dźwignęła się. Broń zachrzęściała silniej, bębny pełniejszym uderzyły łomotem.
Rozkaz cesarski przenosił główną kwaterę do Finkenstein. Sztab odetchnął lżej; żołnierze poglądali jaśniej. Ciężkie bo