Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/19

Ta strona została przepisana.


Pan Anastazy, po tej stanowczej rozmowie, uspokoił się zupełnie. Zadzwonił na Baptystę, przywdział nieposzlakowanej świeżości ciemnopopielaty frak i z całem skupieniem jął obok odznak orła białego szukać miejsca dla legji. Nie było to w wybrednem wyobrażeniu szambelana rzeczą łatwą, ile, że dwie wstęgi, niebieska i czerwona, nie powinny się były ani zakrywać wzajemnie, ani odcinać zbyt jaskrawo, musiały zaś równocześnie ze stosowną godnością zdobić piersi i budzić poszanowanie. Po długich przymierzaniach, w których to legja, to biały orzeł z kamizelki wędrowały na frak, a z fraku na kamizelkę, szambelan postanowił gwiazdy orderowe utrzymać na fraku, a obie wstęgi ze zręcznem zaniedbaniem przepasać na kamizelce poprzez żabot.
Pan Anastazy po kilkakroć przejrzał się w zwierciadle, a po uroczystem zapewnieniu Baptysty, że ordery cieniują się bez zarzutu, przeszedł do nierównie ważniejszej sprawy, był nią uniform szambelański. Według obowiązkowej etykiety dworskiej, pan Anastazy już nazajutrz powinienby się stawić na pokojach cesarskich dla złożenia podziękowania za łaskawość... a tu nie było komu wygotować uniformu! Pan Anastazy znał go już ogólnie, wiedział, iż mu się należy kaftan jedwabny czerwony, srebrnymi haftami brzeżony, z kluczem srebrnym, zawieszonym u klapy ponad prawą kieszenią, że biała kamizelka, takież spodenki do kolan, pończochy i kapelusz stosowany składają się na resztę stroju — ale rozumiał, że bez wzoru żaden majsterek warszawski uszyćby go nie umiał.
Baptysta jednak znalazł sposób wybrnięcia z kłopotu, ofiarując się iść na Zamek i tam przepytać się między służbą o krawca dworskiego Francuza, boć taki musiał być, zaczem do pałacu szambelana go przyprowadzić.
Pan Anastazy wyprawił natychmiast Baptystę, zalecając