Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/190

Ta strona została przepisana.


dzień raport o stanie jego zdrowia składamy kancelarji cesarskiej!...
— Czy mogę się widzieć z pułkownikiem!?
Chirurg zafrasował się.
— A czy pan kapitan ma przepustkę od pana de Ségur!?
— No przecież mnie może pan pozwolić! Byłem już nie raz!...
— Tak, ale właściwie, panie kapitanie, zawsze pod sekretem, zawsze!
— Więc i teraz nie będziesz pan robił trudności. Będę panu niezmiernie wdzięcznym, chciałem uścisnąć dłoń pułkownika przed wymarszem.
Chirurg szybko się zdecydował. Przysługa oddana takiemu człowiekowi, jak Ornano, nie była do pogardzenia, bo Ornano znaczył już wiele, a wszystkie dane miał po temu, aby dla karjery nie mieć kresu, aby po marszałkowską buławę sięgnąć!
— A zatem?! — nalegał szybko Ornano.
— Panu kapitanowi nie mogę odmówić! Choć, dalipan, narażam się, narażam bardzo nawet! Byle nas kto nie podpatrzył! W razie czego, raczy pan wymienić nazwisko którego z chorych oficerów, tak jak zwykle!...
Chirurg westchnął jeszcze kilka razy, aby podkreślić znaczenie świadczonej kapitanowi usługi zaczem z kancelarji ruszył przodem na pierwsze piętro, gdzie wskazał z ukłonem drzwi, strzeżone przez wojskowego cyrulika.
— Byle niedługo, panie kapitanie! Może zameldować?
— Nie trzeba! Dziękuję panu!
— Będę czekał tu!
— Jak się panu podoba!
Ornano otworzył drzwi i znalazł się w dobrze sobie znanym pokoiku, stanowiącym niejako antykamerę następnej,