Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/206

Ta strona została przepisana.


A było w Schoenbrunnie nawet dla takiego, jak on, częstego gościa nielada osobliwości do widzenia, bo oto od sztandaru, łopoczącego na czole pałacu, aż do haseł straży nocnej wszystko uległo przeobrażeniu. Znikły białe mundury austrjackie cesarskich grenadjerów, ucichły tyrolskie piosenki strzelców, znikły peruki służby pałacowej, cały przepych ceremonjału habsburskiego dworu zczezł.
Schoenbrunn, ten zaciszny, wypieszczony Schoenbrunn napełnił się szczękiem broni, mrowiem mundurów, zgiełkiem nieznanych dotąd echom parkowym zawołań, rozmów, sygnałów, a śpiewów. Posterunki obce zajęły warty, nieznane Schoenbrunnowi wojska, pałac zaroił się od marsowych twarzy, ludzi hardych, lekceważących sobie w Schoenbrunnie wszystko, co mówiło o potędze i wielkości Habsburgów, ludzi, którzy wyłonili się z łun pożarów, zapalonych na horyzoncie, z gromu armat.
I zmieniło się w Schoenbrunnie wszystko, i mieszkańcy pawilonów służbowych i samego pałacu, i konie w stajniach, i pojazdy w wozowniach, i kucharze w kuchniach, i żołnierze w koszarach, — jeno drzewa chwiały po dawnemu wystrzelistemi konarami, jeno w gąszczu zieleni ukryty złośliwie posąg Satyra szczerzył zęby i łyskał szyderstwem zamarłem na kamiennych ustach.
I zmieniło się w Schoenbrunnie wszystko! Z Schoenbrunnu już nie Habsburgowie rozkazywali Austrji — lecz z Schoenbrunnu rozkazywano Habsburgom! W Schoenbrunnie mieszkał Napoleon.
Na skraju parku schoenbrunskiego, w miejscu oddalonem od traktu wiedeńskiego, stał mały parterowy domek, spowinięty powojem, wtulony w ścianę krzów i drzew. Przed domkiem u ganku masztalerz w bogatej zielonej barwie trzymał trzy konie osiodłane, konie rwące się niespokojnie, wsłuchujące się co chwila w ciszę wieczorną i jakby ciszą tą