Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/224

Ta strona została przepisana.


daremnie usiłując zrozumieć znaczenie tajemniczych słów. Jabłonowska nie ustawała w naleganiach.
— Chwili niema do stracenia! Zastanów się pan, zgubisz siebie i mnie, skompromitujesz księcia! To jest okrutna niewiasta! Dziś ją dopiero poznałam! Wyobraź sobie, że zagroziła mi aresztem, kordegardą, więzieniem. Sama dąży do swego upadku! Gdzie masz pisanie? Daj mi, niech je spalę! Słyszysz — nadchodzą!
Szef szwadronu, oszołomiony spazmatycznemi wybuchami, wijącej się tuż koło niego księżnej, stał zdumiony, coraz mniej wiedząc czego od niego chcą.
Jabłonowska zaś, bliżej zajrzawszy w ciemnopiwne głębie ócz dorodnego oficera szwoleżerów zakonkludowała z rozpaczliwą stanowczością.
— O... ja ci, panie kawalerze, nie pozwolę zginąć! Gdzie masz pisanie?! Muszę je mieć! Żywo, na Boga! Zdążę spalić, byle jej rąk nie doszło! Czekaj! waćpan, tu ci coś pod rabatą szeleści! To pewno list...
— Ależ, mościa pani! — zaprotestował Jerzmanowski, widząc, że księżna na dobre się zabiera do rewizji jego munduru.
— Nic — nic! O mnie się nie bój! Byłeś waćpan!... Tu szeleści! Jest, jest! Za nic nie oddam! Wiem, tyś dobry, tyś szlachetny! Lecz nie dopuszczę, abyś cierpiał za mnie!
Przy tych słowach Jerzmanowski ani się nie spostrzegł, jak mu księżna wyrwała z za rabaty rozpis służbowy szwadronu i z uczuciem bolesnego ukontentowania zniknęła wraz z nim z komnatki.
Szef szwadronu ledwie że ochłonąć zdołał ze zgotowanego mu tutaj powitania, a uprzytomnić sobie, że chyba z jakąś niespełna zgoła rozumu miał do czynienia, gdy we drzwiach ukazała się pani Walewska. Jerzmanowski spojrzał, a poznawszy ją, powitał zamaszystym ukłonem.