Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/229

Ta strona została przepisana.


kiedy zagrano na pościg, to, niewiadomo, skąd głosu dobywszy, z takim rozmachem ruszył, że szarżujących ułanów nadwiślańskich przegnał. Taki już ci był. Za pierś się trzyma, krztusi, ledwie półszeptem odpowiada, a niech mu w uchu komenda zadzwoni, to pierwszy rwie w odmęt, pierwszy pierś nadstawia, a junactwem najśmielszym urąga. Ani go wówczas mityguj, ani śmiej drogi grodzić, bo z ócz mu taka moc idzie, a w ustach taka się szczerzy cholera, że ani doń przemów, bo ryknie, a pałaszem na cztery świata strony rozniesie. Z pazurami szedł na bitwę. Szarża, to byle „Płaksa“ zdołał się bodaj sam wczepić, a już za nim kompanja się w szarpie, wgryzie, i najtęższą linję rozetnie. „Płaksą“ był, szedł na kule, a one na niego. Wziął jedną pod Rioseco, drugą w Madrycie, trzecią pod Eckmühl, ostatnia, Wagramska, dogodziła mu.
Z pola bitwy do ambulansów go wzięli. W pułku chodziły słuchy, że go zatratowano. Właśni jego żołnierze nie widzieli, jak im znikł z oczu. Dopiero będzie temu dziesięć dni, jak nam dano znać do sztabu. Dautancourt wyprawił zaraz Girardota z podwodą, aby szwoleżerskiemu oficerowi z lada piechurkami nie pozwolił leżeć. Girardot pięć dni siedział, zanim szóstego z „Płaksą“ powrócił.
Chciałem się zbierać odrazu do rannego, ale gdzie, służba, rozgony, rewje, ani weź. Tylem wiedział, co z relacji Załuskiego: ranny, cale nie najciężej, w lewą łopatkę i nieco rozgorączkowany. Załuski mówił, jako Girardot upominał „Płaksę“, aby się na urlop podał i w zaścianku jakim wypocznienia szukał, a jako „Płaksa“ z naszego chirurga drwił, a żartował.
Dziś, po południu, gdym wracał ze szwadronem ze służby, dopadł mnie Fredro. — „Płaksa“ — mówił — wzywa waszmości. — Złe przeczucie mnie obleciało, lecz nic, zdaję szwadron po starszeństwu i ruszam z kopyta za imć panem Sewery-