Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/236

Ta strona została przepisana.


zęby ściskaj i czekaj, rychło cię zatchnąć raczy! Tfy! A jeszcze niech ci rozpamiętywanie przyjdzie, niech ogarnie kłopot: co, jak, a z kim co będzie... to... bodaj pioruny sacrebleu, z minuty parę lat męki ci wysmaży! Porządku na świecie niema z tem! O, właśnie, tędy! Światło widać!...
Jerzmanowski nacisnął konia ostrogami i znów wysunął się naprzód, kierując się wprost ku widniejącemu domkowi na wzgórzu.
Przed domkiem Jerzmanowski osadził konia i rzucił cugle ordynansom, którzy na widok oficera pospieszyli z przed sieni domku, sam zaś wysunął się ku nadjeżdżającej z Domagalskim pani Walewskiej.
Szambelanowa zsiadła pospiesznie z konia i zawrócić chciała wprost ku sionce. Jerzmanowski ją zatrzymał.
— Pozwól, waszmość pani, pójdę uprzedzić!
Pani Walewska zatrzymała się. Jerzmanowski wbiegł pospiesznie do sieni, zniknął na chwilę w głębi i powrócił niebawem do szambelanowej.
— Jakże?! — zapytała niespokojnie pani Walewska.
— Nic — drzemie! Girardot powiada!... Głupstwa powiada! — Wybuchnął zapalczywie Jerzmanowski. — Póty mądrala, póki, sacrebleu, śmierci nie zobaczy! Proszę za mną! Cóż, tu niema co!
Pani Walewska w milczeniu poszła za Jerzmanowskim. Ten ostatni wprowadził ją do izdebki słabo oświetlonej ubogim kagankiem i, nie pozwoliwszy jej nawet okiem rzucić na siedzącą za stołem gromadkę oficerów, roztworzył drzwi następne i ruchem ręki do wejścia ją zaprosił.
Pani Walewska postąpiła kilka kroków naprzód i znalazła się w dość obszernej, czworokątnej komnatce, której całem umeblowaniem było łóżko licho sklecone z desek, stół niewymyślnej roboty i dwie ławy. Trzy świeczki łojowe słabo rozpraszały mroki komnatki tak, że szambelanowa potrze-