Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/238

Ta strona została przepisana.


Byłżeby to istotnie on — Gorajski!? Nieśmiały, lecz rzeźki, a rozpromieniony zawsze towarzysz jej lat dziecinnych, byłżeby to on — sentymentalny młodzieniec, ścigający ją swym afektem, już wówczas, gdy ona jeszcze poza dworkiem ojcowskim świata nie widziała, byłżeby to ten sam pełen samozaparcia się kawaler, co bodaj pierwszy smutnem spojrzeniem swem odsłonił jej przepaść, ku której zaciągnęły ją familijne rachuby, byłżeby to ten sam dobry, szlachetny pan Stanisław, daremnie upatrujący w jej siostrzanem przywiązaniu gorętszego odzewu, na wojnę iść się deklarujący, zapomnienia szukający w podniosłej służbie? Więc ta twarz bruzdami zorana, zwiędła, napiętnowana w każdym skurczu bezmiarem bólu, byłażby obliczem dwudziestopięcioletniego oficera-gwardzisty, junaka, rwącego się w co najtęższy ogień, zapaleńca, na największe rzucającego się hazardy!?
Pani Walewska ręką po oczach przesunęła, jakby widziadło chcąc z nich spędzić. Gorajski poruszył się gwałtownie, atak przeraźliwie głuchego kaszlu zatrząsł jego zapadniętym na piersiach mundurem. Z poza wezgłowia podniósł się chirurg i poniósł Gorajskiemu kubek do ust. Kapitan przypiął chciwie zeschnięte wargi do kubka i pił długo. Zaczem odetchnął krótko i wyszeptał:
— Późno już?
— Po północy.
— Nie wrócił jeszcze?... — zapytał cicho chory.
Chirurg chciał odpowiedzieć, gdy naraz przygasłe powieki Gorajskiego drgnęły, oczy rozwarły się szeroko i rozgorzały pełnią życia...
— Jesteś, pani!... Jesteś!... Byłem pewnym! Wspomniałaś! Nie odmówiłaś!...
Pani Walewska do posłania się zbliżyła.
— Właśnie uwiadomiono mnie o chorobie waćpana, po-