Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/239

Ta strona została przepisana.


zwoliłam sobie odwiedzić go, zapytać, czybyś czego nie potrzebował...
Szambelanowa, wciąż czując na sobie palące spojrzenie Gorajskiego, oczy spuściła i poczerwieniała.
— Zawsze taka piękna!... Taka, jak dawniej, jak zawsze!... Taką cię śniłem, taką marzyłem! Taką raz jeszcze zobaczyć chciałem!
— Waćpan powinien baczyć na siebie, nie trudzić się mową, bo go to męczy, — próbowała perswadować szambelanowa.
Gorajski drgnął niecierpliwie.
— Nie — to dodaje mocy! Jerzmanowski! Gdzie Jerzmanowski?... A!... Odejdźcie stąd!... Albo czekajcie, przysuńcie mnie do okna, do samego okna! Tak! A teraz odejdźcie, zostawcie nas samych...
Jerzmanowski, a za nim chirurg z wachmistrzem wysunęli się pocichu z komnatki.
Gorajski milczał przez chwilę — wreszcie ozwał się cicho.
— Przebacz, Marjo, że śmiałem ci zburzyć ciszę tej pięknej noc... lipcowej!... Odchodzę stąd, lecz nie odejściem mojem ważyłem się ciebie niepokoić! Gdyby sama jedynie chęć ujrzenia cię mnie trawiła, dałbym się nią spalić raczej, niż słać do Schoenbrunnu! Nie o sobie pragnę mówić! Daj mi rękę — czujesz, że moja stygnie? W Schoenbrunnie mieszkasz, tak postanowił los! Choć oby tobie nie był ciężkim! Cha — może i zgoła dobrymby ci się wydał, gdyby nie Paweł. Wiem, co między wami zaszło! Nie wiń go, nie sądź, okrutną zgotowano mu niespodziankę! Widziałem go przed pierwszą hiszpańską kampanją, był u mnie w Strzegobożycach! Długie mieliśmy rozprawy, aż mi nareszcie zaprzysiągł, że jeżeli za rok przy moich racjach trwać będę, on ustąpi... Szedłem na wojnę. Na rozstaniu on mi ten sygnet pamiątkowy dał, przyjąłem go pod warunkiem, że on zna-