Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/245

Ta strona została przepisana.


biedak!... Suchoty! A na domiar szarpali mu jeszcze te wątłe piersi, dziurawili.
— Myślałeś! — uciął znów Jerzmanowski i zapatrzył się znów na posłanie Gorajskiego, nie próbując nawet dokończyć zaczętej odpowiedzi.
Girardot opuścił głowę.
— Spodziewałem się tego dawno! Ta ostatnia wagramska rana to nie śmierć!... Żal! Dzielny oficer, serdeczny towarzysz! Cha! Cóż! Pójdę — raport napisać trzeba, sztab uwiadomić.
Chirurg postał przed Jerzmanowskim, a nie doczekawszy się odeń ani słowa, ruszył ociężale ku drzwiom. Tu, napotkawszy nieruchomą postać wachmistrza Wasilewskiego, szepnął mu coś do ucha i wyszedł.
Jerzmanowski ani zauważył oddalenia się Girardota cały pochłonięty obrazem, na który spoglądał, a bardziej jeszcze dziwacznemi myślami, które go opanowały niespodzianie.
— Umarł! — powtarzał sobie Jerzmanowski. — At, umarł i ten — koniec z Gorajskim! Nie on pierwszy, nie ostatni! Rozmaitych z szeregu wygarnęło! Cóż, ten się przynajmniej ran naodbierał — a taki Dembiński z konia w marszu spadł i po nim! Na wojnie zginął, a wojny nie oglądał! Cha, gdzie komu sądzono, licho wie! Jeden ani się kiwnie i już, drugiego rozniesie, że ani się po co schylić, ani co pogrześć, trzeciego na polu zatratują!... Tak, czy owak, a, sacrebleu, ostatek jeden musi być, takie prawo cholerne! A najgorzej z rozmysłem! Tężyzna jełczeje, słabość nadchodzi i dopiero!... Babstwo czyha, zmiędli cię, napleciesz banialuk, potem labuś, ceregiele — tfy — a tu ma być, to ma! W Rzymie świętych jak nabił i nic! Legja szła gdzie trzeba! Śmierci się nie odżegnasz, jak przyjdzie.
„Płaksy“ szkoda! A Tremo, a Libaradzki, a Dziewanowski, a Jabłonowski, a Godebski! The! — komu wola — ma