Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/246

Ta strona została przepisana.


kogo żałować! Kompanje takich zbierze — a regimentów nastawi z kamienia! Żadna osobliwość — byle od jednego razu! Zmiecie, pożałują, westchną, wspomną przy ognisku, — bekną gdzie w zaścianku i dosyć! Nadto! Zdaje ci się, kapitaństwem łyskasz, brzęczysz, huczysz po szwadronie, a myślisz, że jak ciebie zabraknie, to wielka strata! Niema cię, no to jest znów awans! Sześciu porucznikowską szlufę radziby na twoją bombiastę zamienić... Cóż — serdeczny był, szkoda, sacrebleu!
Jerzmanowski urwał nagle ten tok myśli, spostrzegłszy jakoweś gorączkowe zajęcie, któremu oddawał się wachmistrz Wasilewski.
Jerzmanowski z początku był się nachmurzył i zgromić chciał wachmistrza, że zgoła nieprzystojnie się zachowuje, lecz ogarnąwszy istotę zajęcia, zatrzymał się i jął przyglądać się mu z uwagą.
Wasilewski uwijał się szybko. Więc ściągnął ze zwłok derę, poprawił posłanie, zaczem Gorajskiemu rajtuzy paradne, amarantowe wdział i pod mundurem podpiął. Dalej, mundur pod szyją zaciągnął, żadnej haftki nie pominął, akselbanty na prawem ramieniu ułożył, srebrną ładownicę przez lewe ramię przesunął, aby, jak się należało, orzeł cesarski i ryngraf z literą na szerokość dłoni od kołnierza wypadł i nareszcie pasem skórzanym, białym opasawszy Gorajskiego, szarfą biało-amarantową ze srebrnemi, sumiastemi kutasami dwakroć przewiązał.
Tu zastanowił się Wasilewski, — obrzucił bystrym wzrokiem dokonane dzieło i do dalszej zabrał się pracy.
Jerzmanowski szarpał wąsa z zadowoleniem i aż się uśmiechał do siebie.
...Sprawna szelma, bestja — taki wilk stary, pułkowy. O niczem nie zapomniał! Brodę nieboszczykowi podwiązał, żeby mu szczęka nie zwisała, oczy przymknął i powieki dwo-