Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/247

Ta strona została przepisana.


ma pieniążkami przyłożył, — czapkę z pałaszem i parą pistoletów w głowach pięknie ustawił, a płaszcz biały, żołnierski podsunął zręcznie pod ciało tak, że pod nim znikły ślady ubogiego posiania! Ba, a każdą rzecz otrzepał, oczyścił, przetarł. Phi, butom, ani ostrogom nie darował. Grzebień nawet znalazł i czuprynę zmarłemu zaczesał i wąsy narychtował.
— Prawie że już i ma! Grande tenue, na płaszczu! Uczciwie i według przepisu! — mruczał do siebie Jerzmanowski.
Ale wachmistrz snać jeszcze nie podzielał zdania kapitana, bo świecę objaśnił, sam do kąta odszedł, poprawił munduru, czapę wdział, pałasz przypasał i miarowym, służbowym krokiem do posłania się zbliżył, wyprężył się jak struna i rękę do kaszkietu podniósł.
Siwe oczy Wasilewskiego błyszczały, ręka drżała lekko pod kaszkietem, pierś falowała.
— Pokornie melduję, że wszystko według rozkazu! — rozległ się wśród grobowej ciszy drżący głos wachmistrza.
Jerzmanowskiego coś za krtań chwyciło i dławiło pod ścianą.
Wasilewski tymczasem wykonał półobrotu i tym samym miarowym krokiem do kąta odszedł i tam jął znów zdejmować czapę, odpasywać pałasza, a między tobołkami szukać.
Jerzmanowski otrząsnął się i splunął.
— Służbowa bestja! To i „Płaksa“ ma, co trzeba!
Zaledwie atoli Jerzmanowski zdołał orzeźwić się tą definicją, a pomyśleć, że możeby pora była do szwadronu wracać, wachmistrz znów wysunął się z ciemni ku zwłokom. Tym razem szedł bez czapki, szedł pochylony ku przodowi, zgarbiony prawie. Jerzmanowskiego niecierpliwość zdjęła.
...Cóż jeszcze wymyślił?
Wasilewski nie zważał na niespokojne ruchy kapitana, ani na trzaskający jego pałasz, jakiś przedmiot wetknął