Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/250

Ta strona została przepisana.


Constant ledwie mógł zdążyć z przygotowaniami do rannej toalety, a Corvisart miast trafić, według zwyczaju, na chwilę golenia, stanął przed cesarzem, gdy ten już ubrany od stóp do głów o pana Menevala się pytał.
Corvisart ze sprawnością starego dworaka odgadł z załamanych ust pana niehumor i cofnął się dyskretnie. Cesarz ani doń zresztą zagadał, do gabinetu swego zawrócił i zasiadł nad papierami.
Pałac schoenbrunski zadrżał w posadach. Antykamery, pokoje służbowe, nawet marszałkowskie i ministerjalne poczekalnie śmiertelna zaległa cisza, powarzyły się twarze adjutantów, sztabowców i urzędników, oczekujący na audjencje generałowie oficerowie, przybyli z raportami, spoglądali po sobie niepewnie.
Pałac schoenbrunski, jakoby w przeciwieństwie do zafrasowanych, chmurnych twarzy ludzkich, tonął w potokach słońca, oślepiającemi blaskami bił z wybielonych ścian i wraz z rozśpiewanym parkiem ochotą tryskał, a weselem przejmował. Lecz cóż dzień słoneczny znaczył, co firmament pogodą wybłękitniony, co tu stanowiła ta cała bogata, roześmiana do swej zamożności natura, — gdy oto tam, na czole władcy zabłąkała się pionowa bruzda i między dwoma łukami ściągniętych brwi osiadła.
Napoleon pracował, pracował z tą gorączką, która w pałąk wyginała plecy pana Menevala, która piorunowe umiała czynić przewroty nietylko w sztabach, zarządach rozmaitych, lecz niekiedy kraniec Europy dosięgać, a śmiałością postanowień karty dziejów zdumiewać.
Papiery drżały w ręku Bonapartego. Pióro jego od czasu do czasu rzucało na nie krótką, lakoniczną decyzję. Kurjerzy raz po raz oddawali lub odbierali zapieczętowane pisma, mięsiste koperty, niekiedy całe zwoje papierów; biuro sekretarjatu cesarskiego sprawiało się z niebywałą szybkością.