Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/266

Ta strona została przepisana.


cierzyństwa nadchodzącego znamiona, spadł na nią rozkaz ministra dworu!
Oczom własnym nie chciała wierzyć! Lecz tak, był to rozkaz, i rozkaz lakoniczny, oschły, nielitościwie dokładny, nie pozwalający w żadnem słowie wątpić, iż począł się tam, gdzie mniemano posiadać prawo rozkazywania nawet jej! Z rozkazem tym dosięgnęła ją równocześnie oszczercza plotka, łącząca węzłem jadowitej intrygi imiona pani Walewskiej i Gorajskiego.
W pierwszym wybuchu poczucia krzywdy, szambelanowa rwała się do cesarskiej kwatery, do pałacu schoenbrunskiego, lecz nie pozwolono jej nawet pomyśleć o takim kroku i zaczęto domagać się spełnienia rozkazu. Rozkaz zaś ten był podwójnie okrutnym, dwakroć bolesnym, poniżającym! Nietylko odsuwał ją od osoby cesarza, nie tylko wypędzał, nie tylko godził w serce, lecz druzgotał jej godność, jej ambicje, bo żądał natychmiastowego udania się do Walewic, pod dach rozwiedzionego z nią męża!
Daremnie pani Walewska opierała się, daremnie pragnęła bodaj tego poniżenia uniknąć, współczuto jej, okazywano szczere zasmucenie, obiecywano napomknięcie o drażliwości narzucanego schroniska, ale równocześnie dowiedziono, że rozkaz nadewszystko spełnionym być musi!
I mimo cały wysiłek woli, protesty, pogróżki rozpaczliwe, pani Walewska znalazła się pod dachem męża w Walewicach!
Tu oddano jej dawne komnaty, otoczono na razie opieką nieznanych jej dozorczyń i przekonywano, że, choć cesarz mocno czuje się dotknięty, jednakże dba niezmiernie o zdrowie szambelanowej i troszczyć się o nią nie przestaje...
Pani Walewska była tak oszołomioną, tak złamaną, tak strwożoną i tak rozczarowaną, że wpadła w apatję i w odrętwienie.