Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/268

Ta strona została przepisana.


mały już, nawet dodawały sił, ochoty, tężyzny do walki, do przezwyciężenia przeszkód, zapór, zawor.
Pani Walewska szybko do zdrowia powróciła i ze wzrastającą uwagą baczyła na swoje położenie. Napozór nie uległo ono najmniejszej zmianie, bo po dawnemu żyła w zupełnem odosobnieniu, atoli otaczająca ją gromada sług wraz ochmistrzynią z dnia na dzień pokorniała.
Szambelanowa umiała użyć rosnącej swej przewagi na dowiedzenie się pewnych szczegółów ją obchodzących, lecz te były ubogie bardzo, ile że służba w czyjemś ręku była tylko biernem i ślepem narzędziem.
Francuska ochmistrzyni tyle umiała powiedzieć tylko, że marszałek teraz co dzień nasyła ordynansów, a w dniu przyjścia na świat syna pani Walewskiej pięciu kurjerów ruszyło w świat z wiadomościami, dalej, że marszałek zapowiedział jej możliwą raptowną zmianę, której ona, ochmistrzyni, nie pragnie, bo się całem sercem przywiązała do szambelanowej. Z drugiej strony, służba polska, a mianowicie Domagalski równie skąpe miał nowiny, zapewniając, że pan Anastazy ledwie raz na dzień popołudniu opuszcza swą sypialnię, że Baptysta nawet sprawami majątkowemi rządzi i że ten ostatni tylko lubi się ciekawie dopytywać, co się dzieje na górze u pani szambelanowej.
Wszystkie te wiadomości razem wzięte niewiele panią Walewskę wzruszyły, jeszcze mniej zaś dowiedzieć się mogła, gdy zaczęła rozpytywać się o to, co się w Warszawie dzieje. Gazetka do Walewic nie dochodziła od czasu powrotu szambelana do Warszawy w r. 1807, z sąsiadów nikt zgoła nie bywał, zrażony snać zawsze zapartą bramą i odpowiedzią służby, że jaśnie oświecony pan jest cierpiący i nikogo nie przyjmuje, jedynymi więc zwiastunami nowin byli żydkowie z Bielaw i Soboty, a powagą zgoła, prostującą niedo-