Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/272

Ta strona została przepisana.


mentów o wypięknieniu „drogiej Marji“, o cudownie miłem dziecku, o roztęsknieniu do najlepszej „przyjaciółki“, rozmowa potoczyła się spokojniej, równiej. I nie była to właściwie rozmowa, ale obszerny monolog hrabiny, podniecany czasem lakonicznemi pytaniami szambelanowej.
Pani de Vauban mówiła długo i dosyć obrazowo, łagodnym uśmiechem odpowiadając na oznaki zdziwienia swej słuchaczki. I dowiedziała się pani Walewska o pokoju zawartym z Austrją, o przyłączeniu części Galicji do Księstwa Warszawskiego, o prawdopodobnem rozejściu się Anetki Tyszkiewiczówny z mężem, o ułożonym marjażu Wiktora Ossolińskiego z Zosią Chodkiewiczówną, córką kasztelana, a siostrzenicą księżnej Jabłonowskiej, o wyjeździe państwa Tomaszów Łubieńskich do Paryża, o pobycie papieża w Savonnie, o mianowaniu czterech gubernatorów wojennych w Księstwie, o Czartoryskich, które zjechały do Warszawy, o Czosnowskiej, ślącej tysiące całusów pani Walewskiej, o Davouście i jego ciągłych jeszcze zatargach z księciem Józefem i o panu Bignon, bardzo miłym dyplomacie francuskim.
Wszystkie te nowiny pani de Vauban stroiła w misterne uwagi, obficie podlane ironją, a niekiedy złośliwością.
Pani Walewska słuchała cierpliwie, czekając, rychło hrabina dotknie ciekawszego dla niej przedmiotu, gdy jednak ta rozpraszała się dalej w nic nie obchodzących szambelanową szczegółach, przerwała raptownie.
— A gdzież bawi cesarz!?
— Cesarz! W Paryżu, drogie dziecko! Od dawna! Umęczony jest podobno! Aż mi go żal serdecznie! Co on miał przejść z tym marjażem! Józefina mu sceny wyprawiała! I jej mi żal! Lecz trzeba mieć wyrozumienie, chyba ja mam prawo o tem mówić... — ale tyś pobladła, kochanie!
— Sądziłam, że to tylko pogłoski!