Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/274

Ta strona została przepisana.


— Tu cię poznaję w pięknym sentymencie! Lecz któryż mężczyzna mu uwierzy! Pomyśl tylko! Już od owego zajścia z Hercauem, — ma szpetną bliznę na twarzy, — miano Gorajskiego na oku... Podpatrzono was, widziano z oficerami konno, w nocy... Ach, przecież to, bądź co bądź, już jest dwór! A co on się nacierpiał, jak głęboko odczuł...
— I potępił, nie wysłuchawszy usprawiedliwienia...
— Upatruj w tem zręczność intrygi!
— Stało się! — rzekła oschle pani Walewska.
— Tak, lecz prawda dobyć się musiała! Nie sądź, drogie dziecko, że oddani tobie opuścili cię, że zapomnieli!... Trzeba było czasu na wyświetlenie... aż przyszedł!
— Nie rozumiem! — szepnęła pani Walewska, z trudnością opanowując drżenie rąk.
— Cesarz spodziewa się twego powrotu do Paryża!
Szambelanowa podniosła dumnie czoło.
— Nie wybieram się tam wcale.
Pani de Vauban zafrasowała się.
— Bo nie rozumiesz mnie, drogie dziecko, moje nagłe przybycie nie jest bez kozery! Poprostu, znając moją ku tobie przyjaźń i twoją dla mnie wzajemność, zobligowano mnie, zaklęto, zaprzysiężono... że... że wyrwę cię stąd; no... że do Paryża cię zawiozę, aby tam skruszony, tęskniący...
Szambelanowa porwała się z miejsca.
— Pani hrabino, trzeba więc, byś zgóry wyrzekła się tego zamiaru! Dałam się wywieźć z Schoenbrunnu i tu, na łaskę męża, na progi, których się wyparłam, rzucić, ale dziś niema takiej przemocy, któraby mnie tknęła wbrew mojej woli! Siłą się będę broniła!
Pani de Vauban zmieszała się i jęła ratować sytuację.
— Kochanie! Co za myśli! Czyżbym śmiała, ważyła się, podjęła!... Przyjechałam z serca, z najlepszego zamiaru, z przyjaźni!