Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/282

Ta strona została przepisana.


Popincourt i Mantmartre, i dworki pod Polami Elizejskiemi, i ubogie domki pod Buttes Chaumonts.
Zapowiedź o wyczekiwaniu na rozwiązanie cesarzowej Marji Ludwiki, ogłoszona zawczasu Paryżowi, była krótka, lakoniczna. Jeżeli nowonarodzone dziecię będzie płci męskiej, armaty dadzą nie dwadzieścia jeden strzałów, ale sto jeden.
— Szesnaście, siedemnaście, ośmnaście! — rachował Paryż coraz ciszej, coraz trwożliwiej.
Na wschodzie Europy zczezła wszelka chęć oporu francuskiemu orężowi. Hiszpanja lada godzina broń złożyć musi. Anglja zrujnowana blokadą celną, już czeka okazji, aby podać rękę do zgody, a upokorzyć się i pokój pełen triumfu zabłyśnie Francji. Lecz aby ten spodziewany pokój był trwałym, aby pozwolił zażyć łupów wojennych, aby potęgę rozlanego szeroko cesarstwa utrzymał, brakło Francji dziedzica, brakło tego, coby losu państwa nie czynił zawisłym od jednej kuli zabłąkanej, od jednego złomu granatu, od jednego zamachu zbrodniczej ręki, brakło Francji wiary w trwałość postanowień cesarskich, brakło odpowiedzi, co będzie, gdy Napoleona nie stanie.
— Dwadzieścia!... dwadzieścia jeden!!! — szepnęła stolica bonapartowa i stężała w dreszczu ostatniej niepewności...
Nastąpiła krótka chwila śmiertelnej głuszy, która na godziny nie jednemu się rozpostarła, która targnęła niejednem serce, rozpłomieniła nadzieje w duszy ukrytego rewolucjonisty, czekającego na hasło do nowego zamętu, a mrokiem przejęła myśli urosłego pod orłami napoleońskimi męża, — która w jednych gasiła wesele, w drugich nieciła —, która nieufnym odebrać zdążyła nadzieje, a w zadufanych podnieciła dobre przeczucia, — która była dla stolicy i męką, i bólem, i uciechą, i pustotą, i zamyśleniem, i rozpamiętywaniem przeszłości i zapatrzeniem w przyszłość, i westchnieniem, i modlitwą i przekleństwem.