Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/284

Ta strona została przepisana.


Bezpośrednią przyczyną tego ruchu była niemłoda dama, która w chwili odezwania się armat pod Inwalidami wysiadała przed pałacykiem z pojazdu. Damę tę bowiem tak ten odzew armatni poruszył, iż mimo podeszłe lata, mimo, iż zdawała się nie móc kroku stąpić bez pomocy trzymającego ją pod ramię hajduka, szarpnęła się z całej siły i z okrzykiem: „strzelają“ wbiegła na schody pałacu, a stąd do przedpokoju, budząc zdumienie i swego hajduka i pałacowej służby.
W przedpokoju dama, nie zrzucając salopy, wpadła na starego, zgarbionego lokaja w cesarskiej barwie.
— Gdzie pani szambelanowa? — zagadnęła przybyła po polsku.
— Mam zameldować!?...
— Nie trzeba! Prowadź! Trzy... cztery!...
Stary strzepnął bezwładnie rękoma.
— Muszę zameldować! Księżna pani wie...
— Ależ ja muszę!... Strzelają!... Ośm!...
— Księżna pani raczy pozwolić do siebie!
— Mój Domagalski, cóż to za nowa moda!? Trzynaście, czternaście... aby mnie zapowiadać!
— Taki rozkaz, księżno pani! Zamelduję i dam znać!
Lokaj znikł w głębi bocznego korytarza, dama zaś z oznakami zniecierpliwienia wpadła do saloniku na prawo, nawołując pokojową i równocześnie licząc odgłosy wiwatów armatnich.
— Zuzanno! Zuzanno! Ośmnaście!...
— Jestem do usług!
— Ach! Gdzież się podziewasz!? Dwadzieścia! Pomóż mi zdjąć salopę! Boże! Dwadzieścia jeden! Prędzej! Dwadzieścia dwa!... Słabo mi! Ach! Sole!... Albo nie — mogłam się omylić!! Jeszcze!
Księżna osunęła się bezwiednie na kanapę. Pokojowa,