Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/290

Ta strona została przepisana.


Cesarz całą noc był przy chorej!... Rozwiązanie nastąpiło dopiero nad ranem.
Szambelanowa otrząsnęła się i głowę podniosła. Dziecko obudziło się.
Ochmistrzyni zadzwoniła na piastunkę, a gdy pani Walewska oddała syna karmicielce, ochmistrzyni dała upust swej gadatliwości.
— Dopiero nad ranem! Cały dwór był na nogach! Bataljon grenadjerów strzegł wszystkich wejść, nikogo nie wypuszczano. Pani Montesquiou została mianowaną ochmistrzynią dzieci Francji! Piękna pozycja, wychowywać następcę tronu! Nie każdy może mieć tyle szczęścia, co pani Montesquiou, choć takiej damie, czy to potrzebne?
— Skądże masz pani te wszystkie szczegóły? — przerwała niechętnie szambelanowa. — Wiesz, że nie lubię tych plotek ulicznych.
— Ależ to nie plotki. Cały Paryż mówi o tem! Niema tajemnicy! Zrana zawezwano przez kurjerów do Tuileries rodzinę cesarską, wszystkich urzędników dworu, marszałków, generałów-marszałków, ministrów, ambasadorów, no i wszystkich najbliższych cesarzowi...
— Wszystkich najbliższych! — powtórzyła machinalnie pani Walewska, a spostrzegłszy na sobie bystre spojrzenie ochmistrzyni, dodała nerwowo. — I cóż dalej, mów!
— Więc zawezwano! Tajemnica była tak ścisła, że nikt nie wiedział, poco go wzywają... Dopiero cesarz sam syna wyniósł! Mówią, że miał łzy w oczach!... Jutro gala, parada, uroczyste nabożeństwo, poczęstunek dla wojska i dla ludu! Pod Tuileries aż się kotłuje! Całe miasto pędzi życzyć najjaśniejszemu panu a wiwatować!
— Całe miasto! Aha! Dobrze, że pani przyszła! Proszę mi tu przynieść moją szkatułkę z gotowalni i przybory do pisania!