Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/296

Ta strona została przepisana.


— Panibyś chciała! Czy ja zasługuję! Teraz dopiero postrzegam moją lekkomyślność. Lecz dziś, pani szambelanowa rozumie, gdy dano dwudziesty drugi strzał, sama nie wiem, co się ze mną stało! Zdawało mi się, że przepaść roztwiera się!... że zapadam się! Trawiona gorączką, pobiegłam do Tuileries! Szłam na przebój przez zbity tłum, lecz mimo to uwięzłam w fali. Fala jednak była mi przyjazną, bo kiedy już traciłam nadzieję... poniosła mnie i rzuciła pod samą bramę pałacu! Postrzegłam tuż znajomego prefekta, zwróciłam się do niego z prośbą, aby mnie wpuścił, że chcę mówić z panem Constantem!... Prefekt mnie znał dobrze, kiedy jeszcze z Leonkiem przyjeżdżać musiałam, bo cesarz lubił na niego patrzeć przy śniadaniu!... Ale zmarszczył się tylko i wzruszył gniewnie ramionami, a gdym nalegała, wskazał mnie gwardziście... Odepchnięto mnie a tłum powitał żartami moją odprawę!... Ogarnęła mnie furja! Dopadłam okratowania pałacowego, pociągnęłam z sobą chłopca, uniosłam i chciałam wołać w głos, że to on, Leonek, jest pierworodnym synem!... Na szczęście, w pobliżu znalazła się znajoma kupcowa... Oderwała mnie na wpół przytomną od kraty i do domu odprowadziła. Inaczej może byłabym już w więzieniu Mazas... Gdym przyszła do siebie, wspomniałam na panią, ogarnęłam się... i przychodzę... Widzi pani tu, na rękach moich, te sine pręgi? to z pod Tuileries!!... Z pod tych samych Tuileries!!
Pani Augier pochyliła się, jakby gnąc się pod tłoczącym ją ciężarem.
Szambelanowę zgroza przejęła, zapomniała o całej swej odruchowej niechęci, którą miała dla imienia Eleonory, zapomniała o wszystkich złośliwych plotkach, które rozpowiadano o życiu dawnej panny Dénuelle de la Plaigne — a widziała w niej samą siebie. Każdy niedomówiony wyraz