Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/316

Ta strona została przepisana.


padkowych, przelotnych sympatyj od uczuć podniosłych, głębokich, trwałych...
— Niestety, tak! — odrzekła pani Walewska, tłumiąc drżenie głosu. — Tyle nazwisk, tyle imion, tyle stopniowań, że odróżnić nie umiem. A rachunek mój sięga tylko powrotu z pod bitwy pułtuskiej...
— Ludzi tak wielkich nie można powszednim szablonem mierzyć!
— Ja też ani mierzę, ani sądzę! Oddalam się, aby nie zakłócać rozkwitu uczuć rodzicielskich, aby nie stawać na drodze cesarzowej Marji, która podobno kocha małżonka i jest przez niego kochaną!
— Nie — nie! Mnie tego nawet słuchać nie wolno! Wiem tylko, że pani musisz przyjąć cesarza dzisiaj, musisz z nim samym mówić...
Pani Walewska zadzwoniła. Na progu stanął hajduk.
— Pozapalać wszystkie światła, podjazd dywanami zasłać, barwę odświętną dla wszystkich! Cesarz lada chwila nadjedzie! Żeby wszyscy byli na miejscach!! Prędzej!!
Hajduk, wystraszony doniosłością rozkazów, znikł pośpiesznie za kotarą...
Duroc głowę cisnął rękoma i z bolesnem zdumieniem poglądał na drgającą energją twarzyczkę pani Walewskiej.
— Bodajbym tu był nie przychodził wcale! Ależ... ja tego nie powtórzę; pani musi zostać, — pani zastanowi się, — pani nie da się powodować uniesieniu, — pani przez wzgląd na syna, — na cesarza...
— Ten jeden raz o sobie będę pamiętała!
— Ależ, pani zapomina, że bodaj by przemocą przyszło zatrzymać panią — uczynię to, choćby dla jej własnego dobra!
Pani Walewska uśmiechnęła się smutnie.
— Nie, panie marszałku! Mocy ci zabraknie! Dobrowol-