Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/320

Ta strona została przepisana.


Pani Walewska odczuła całem sercem to postępowanie pana Anastazego i ze swej strony starała mu się wdzięczność swą okazać. I oto, choć w pałacu walewickim ten sam, co przed dwoma laty, panował rozdział między apartamentem szambelana a pani Walewskiej, choć ex-małżonkowie tygodniami nie widywali się, nie spotykali, nie rozmawiali, a przecież nigdy węzeł między nimi nie był równie silnym, nigdy pamięć obustronna równie bystrą, delikatną, rzetelną.
I teraz pani Walewskiej miało i tego opiekuna a przyjaciela zabraknąć.
Szambelanowa siedziała zapatrzona w drzwi, wiodące do sypialni męża, lada chwila spodziewając się ponurego wyroku, który może znów ją rzuci na falę, może i tę jeszcze oścień odbierze.
Boć w Walewicach była gościem tylko. I to gościem, na którego niechętnem okiem poglądała rodzina pana Anastazego. Żadnych i do niczego nie miała tu praw teraz, łaskawości zawdzięczała schronisko!!
Z Paryża wyjechała uboższą, niż doń przybyła, nie wzięła nic ze swego pałacu na ulicy de la Victoire, czego tam ze sobą nie przywiozła, odrzuciła ofiarowywane jej beneficje i została znów dobrowolnie cichą ex-szambelanową bez wpływów, bez resztek ze świetnej swej karjery, bez okruchów z pańskiego stołu.
Niebaczną, nierozsądną była może taka bezinteresowność, ale nawet i teraz nie żałowała jej pani Walewska, przeciwnie, świadomość, że niczego nigdy nie żądała dla siebie, sprawiała jej zadowolenie, uspokajała, łagodziła gorycz, którą kryła w sobie. A gorycz ta płynęła z zapomnienia, jakie ją dosięgło!
Prawda, że z Paryża wyrwała się z własnej woli, że odrzuciła przedstawienia Duroca, ale tam pozostawać nie mogła, nie była w stanie znieść obojętnie wiadomości, że jest