Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/322

Ta strona została przepisana.


Wilna, a stąd zamierzała rwać dalej za tym, za którym moc tajemnicza wlokła ją, ciągnęła... A ciągnęła nie dlatego, aby śmiała pomyśleć, by wróciły się minione chwile, nie dlatego, aby narzucić swe sentymenty Napoleonowi, nie, lecz by chwałą jego się poić, oddychać, aby oglądać w nim nie brutalnego kochanka, lecz śnionego bohatera, wodza wodzów, rzucającego rękawicę nieśmiertelności Cezara i Aleksandra Wielkiego...
W Wilnie atoli natrafiła szambelanowa na tyły cesarskich furgonów i na zabiegliwego gubernatora Hogendorpa, który nie omieszkał zająć się tak gorliwie szambelanową, że na czwarty dzień po jej przybyciu już posiadał dokładne wskazówki z głównej kwatery. Generał Hogendorp co do joty do tych wskazówek się zastosował. Więc w pełnej gali stawił się u pani Walewskiej i doradził jej wracać do Warszawy, ile że podróż za armją naraziłaby ją na zbyteczne trudy i wywołałaby niewątpliwie domysły.
Gdy zaś szambelanowa trwać chciała przy swem postanowieniu, poczciwa twarz holenderskiego generała wykrzywiła się złośliwie, a z ust jego padła ostra uwaga: — „jestem upoważniony do oświadczenia pani, że w głównej kwaterze jest i tak już za wiele aktorek!“
Pani Walewska wróciła do walewickiego zacisza, znów dotknięta, zadraśnięta, rozgoryczona, że jej zapały potraktowano tak nizko, tak prostacko, tak grubiańsko.
I tak jej zeszły miesiące. O wielkiej armji z początku dochodziły i do Walewic gromkie echa, zakończone uroczystą wieścią, że Napoleon w Moskwie podpisuje rozkazy, aż umilkły raptownie, zginęły, przebrzmiały.
Mimo całej goryczy, która w głębi serca szambelanowej nie spoczywała w swej burzącej pracy, pani Walewska nie przestawała wielbić Napoleona. Siebie samą obwiniała o zbytnią śmiałość, a urojone, a niesłuszne dąsy, bo gdzież