Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/323

Ta strona została przepisana.


podobna, aby on, który w tej chwili najprzepastniejsze swe spełnia zamysły, który może aleksandrowych kohort indyjskie bada szlaki, który już dawno może z Moskwy, hen, ponad Ganges orły swe powiódł i ku Himalajom spoziera — o niej pamiętał!? Nie dość, że ją spostrzegł, że darzył sentymentem, mógłże dla sentymentu zaniechać dziejowego posłannictwa lub zniżyć swój lot do jej biednego życia!?
Tak rozmyślała pani Walewska, poglądając na oddrzwia sypialni pana Anastazego.
Naraz oddrzwia poruszyły się lekko. Przed szambelanową stanął medyk.
Pani Walewska otrząsnęła się i zagadnęła cicho.
— Jakże?!
Medyk strzepnął bezsilnie rękami.
— A no, gorączki niema... oddech równy, poty... I pan szambelan śpi w najlepsze!
— Więc niebezpieczeństwo?!
— Minęło, pani szambelanowo! Aż uwierzyć trudno! Skąd, co?!!... Opowiedzieć — nie uwierzą! Kostniał nam w ramionach, przelewał się, i... i nic! Chrapie!
— Czy aby pewnie?
— Na honor, pani szambelanowo! Dziś, przed dwoma godzinami, dałbym sobie był rękę uciąć, że agonja!...
Pani Walewska zajrzała do sypialni męża, uścisnęła rękę medykowi, zaklęła go, aby swej pieczy folgi nie dawał i uspokojona wróciła na piętro, do swoich komnatek.
Zaledwie atoli zdołała złożyć całunek na głowie śpiącego smacznie Olesia, gdy służebna wbiegła zdyszana do sypialni szambelanowej z listem w ręku.
Pani Walewska spojrzała ze zdumieniem na służebnę.
— Co to — czego!?
— List z Warszawy... — przywiózł umyślny! Od księżnej pani! Miał przykaz, że bardzo pilny!