Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/345

Ta strona została przepisana.


— Chciałem do niej! Od Moskwy samej jawi mi się! Ale nie podobna! — cesarz zniżył głos i mówił w pół do siebie. — Armja rozbita, zdziesiątkowana... stopiona na bandy nędzarzy! Rozumiesz!? Zimno tu! Chodź do kominka!... A tak mnie ciągnęło do niej! Bo tam powitanoby mnie sercem, tam witanoby mnie tylko! Niepodobna! Cesarzowa jest przywiązana tak ślepo, że trzeba ten pozór zachować, a potem tamci!... Caulaincourt ma słuszność nieubłaganą! Trzeba dalej! Armję muszę mieć większą! Jednej nici z rąk nie upuszczę! Marszałek póty coś wart, póki mu się tron nie zamajaczy! Żelaznej ręki nie wolno mi żałować! Fatalność czyhała. Znać swoje błędy, to znaczy mieć siłę naprawienia złego! Cóż — zbrakło ludzi! Widzisz, i takich pewnie, jak ty, wielu zostało, wielu nie poszło! Żebym tu miał sto tysięcy — ruszyłbym zpowrotem! Jeden Eugenjusz pilnował rozkazów! Byłeś dobrym oficerem... Szkoda! Takich nigdy nie za wielu!...
Do izby wszedł Caulaincourt.
Sire, konie gotowe! Wino podadzą do karety!
— A! Dobrze! — bąknął cesarz i postąpił ku drzwiom, lecz spojrzawszy ku Łączyńskiemu, zastanowił się.
— Może byś moje pozdrowienie zawiózł jej?!
— Nie mogę, najjaśniejszy panie!...
Napoleon skrzywił się pogardliwie.
— Nie stać cię ani na przebaczenie, ani na takie poświęcenie!
— Tak, najjaśniejszy panie, bo lada kurjer spełni to lepiej odemnie! A wzruszenia i bez mego widoku będzie miała zadość!
— Masz pan rację, napiszę sam! Może mnie dogonić w Dreźnie! Ale, gdybyś pan czego potrzebował, pisz do mojej kancelarji, — radbym coś uczynić dla pana! I to nie ze względów żadnych, lecz pomnąc na twe własne zasługi! Radbym, pamiętaj pan o tem!