Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/351

Ta strona została przepisana.


dla Neya, dla Berthiéra, dla czeredy niewdzięcznych faworytów za nic sobie waży korpusy Davousta, Soulta, Sucheta, księcia Eugenjusza, Maisona, Augereau... za nic ma deklarację gwardji, za nic oświadczenie Dąbrowskiego, za nic gotowość walki do ostatniego ładunku?!
Bertrand spojrzał pobłażliwie na rzeźbione rysy pani Walewskiej, tchnące zapałem, i odrzekł spokojnie.
— Niestety! Może pani być przekonaną, że zanim cesarz podpisał akt zrzeczenia się tronu, sam niejednej drogi wyjścia szukał! I nie on jeden tylko... Rachuby bywają zawodne... Augereau już przeszedł na stronę Bourbonów, — Maison toż samo; — książę Eugenjusz za górami, odcięty, zagrożony na tyłach przez króla neapolitańskiego... co najboleśniejsze, mało pozostało wiernych departamentów... Lud, podniecony knowaniami, bramy triumfalne chce wznosić Bourbonom! Południe Francji grozi rewolucją, nową chcą zacząć Vandeę!... Tak, pani szambelanowo, cofnięcie abdykacji to nie tylko beznadziejna, rozpaczliwa wojna ze sprzymierzonymi, lecz i wojna domowa, wojna bratobójcza! A tej najjaśniejszy pan nie chce!... Takiej się sroma!
Pani Walewska usunęła się na krzesło i twarzyczkę w dłoniach ukryła.
— I żadnego ratunku! To straszne, tego objąć myślą niepodobna! Co za sił trzeba, żeby tyle znieść, żeby dumą odpowiedzieć na nikczemne urągowisko! Yvan doniósł mi o wypadku cesarza!
— Bóg sam chciał, aby żył, aby wytrwał!
— Tak, panie marszałku! I to mu odwagi nowej, otuchy dodać powinno!...
— Mogę panią zapewnić, że najjaśniejszemu panu na niej nie zbywa!
Pani Walewska spojrzała na ceremonjalnie dworską postawę Bertranda i westchnęła.