Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/373

Ta strona została przepisana.


rzekał mi, że mnie zamorduje! No, a pan Mariotti, konsul francuski w Livorno!? W nowej Kaledonji, między galernikami, nadtoby uwłaczał!...
Napoleon przeszedł się po komnatce i zaczął znów brutalnie, opryskliwie.
— Widzisz, tacy nie przebierają w środkach! Takim właśnie nierozważne zapały pani Walewskiej na rękę wypadną! Ci dołożą sił, starań, aby uwierzono, że pani Walewska taką rozgorzała odwagą, iż mnie Bóg wie jakie oddaje usługi, że ona utrzymuje mnie w korespodencji ze stronnikami, że ona nie tylko piękną swą twarzyczkę powiozła na Elbę, ale i jakieś tajne układy! Na amazonkę urośniesz — a ja, ja odpowiem za to! Okazji szukają! Ludwik ośmnasty z całą swoją bandą nie dotrzymuje warunków! Solda mi jeszcze nie wypłacił!!... Jeszcze rok i nie będę miał środków na żołd najwierniejszych sług! No, wiesz nareszcie, rozumiesz!?
Pani Walewska pochylona, jak kwiat podcięty, zdawała się uznawać doniosłość popełnionej lekkomyślności.
Cesarz obrzucił szambelanowę raz i drugi badawczem spojrzeniem i rozchmurzył raptownie czoło.
— No nie przejmuj się! Przepadło! Jeżeli co złego ma wyniknąć, tego największem zmartwieniem nie odżegnasz! Parbleu! Do licha, można także powiedzieć, że dość na ciebie się zapatrzeć, aby zapomnieć o świecie! Wypiękniałaś, do czarta! Nie marszcz się, chyba dość ci zobaczyć się w lustrze, aby się upewnić, że istotnie tylko wielkie sprawy mogły mnie pobudzić do dąsania się na twój przyjazd!
— Najjaśniejszy panie, jadąc tu, nie spodziewałam się innego przyjęcia! Wiem, nie od dziś, gdzie moje miejsce!!...
— Ach! Nie mówże tak! Jeżeli cię uraziłem — więc cię przepraszam!
— To ja raczej przepraszać muszę za śmiałość! Ja tu za-