Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/375

Ta strona została przepisana.


prawdy, że wdzięczność jest tem, czego nigdy pod uwagę ani rachubę brać nie wolno!...
— Ileżbym dał za to, bym wobec ciebie bodaj dzień jeden nie czuł mojej niemocy!...
— Niemoc twoja, sire, jest tylko niemocą orła, który choć chmury przebija, nie zdolen jest pełzać obok ostatniego z robaków!
— O, nie Marjo! Mówisz, lecz ja — czuję!
Wzrok cesarza padł na zwój papierów i ożywił się.
— Więc aż tyle nowin, aż tyle listów... Ja już do rozpaczy dochodziłem! Od dwóch miesięcy ani wyrazu znikąd!... Wszak pozwolisz, że je przejrzę...
— Ach — przecież dlatego tu przybyłam!
— Tak, tak! — przyświadczył skwapliwie cesarz. — Może tu przejdziesz, na lewo! A ja zasiądę po dawnemu... pamiętasz!? Ale — więc kiedy zamierzasz wracać...
— Skoro tylko odpowiedzi będą wygotowane!!...
Napoleon aż się roześmiał.
— Dzielnie, znakomicie! Poślę natychmiast po Bertranda i dalej do pracy! Zobaczysz, mój ty najpiękniejszy ordynansie, — nie dam ci czekać.
Napoleon ucałował z przejęciem rączkę szambelanowej i, nie bacząc na gorzki uśmiech, który jej usta załamywał, zaczął z gorączkową niecierpliwością łamać pieczęcie, rozrywać koperty i czytać, i notować i potem dyktować, rozkazywać, a całą piersią oddychać wiewem szalonych przedsięwzięć, piorunujących czynów, wielkich zagadnień.
Słońce ledwie wzeszło, gdy szwoleżer Krzeczkowski ocknął się pod namiotem, a zobaczywszy opróżnione obok posłanie Vraincourta, jął pośpiesznie się odziewać, nie rozumiejąc, dokądby mógł już pójść grenadjer. Zanim atoli Krzeczkowski zdołał się ogarnąć, a rzemienie wygładzić,