Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/381

Ta strona została przepisana.


Sapristi, do tych łotrów nie potrzeba mieć wielkiego szczęścia, żeby być podpatrzonym! Lecz co tu robić?...
— Gdyby ilość listów zmniejszyć, a usunąć z nich nadto zbyt wyraźne punkty!
— Najważniejsze są cyfrowane!
— Lecz mogą wykryć klucz i odczytać!
— Nie tak łatwo, pani Walewska nic im nie powie, bo nawet wiedzieć nie będzie, co wiezie!
— Odpowiedzialność ciężka spadnie na nią...
— Kończ swoje i nie nudź! Stało się! Nie podobna zostawiać ich bez wieści, bez rozkazów! Niebezpieczeństwo jest! Cha! Poświęciła się dobrowolnie, dobro sprawy nie pozwala mi, bym odrzucał jej gotowość...
— Byle, sire! — ozwał się półgłosem generał — już mogła wyruszyć, bo tu każda minuta, każda sekunda stanowi!... Drugi dzień jak bawi u nas pani Walewska, jeżeli domysły moje są dziś przesadzone, jutro będą już niedostateczne! Racz mi wybaczyć, najjaśniejszy panie, ale w imię tej sprawy trzeba, by wracała... natychmiast!
Napoleon roześmiał się serdecznie i poklepał generała przyjaźnie po ramieniu.
— Oj ty, mój poczciwy ministrze elbijski. Cha — Cha! Palnąłeś mi morał! A tyś co myślał?! Że ja bałamucę czas na amorach!? Widzisz tę kopertę!? Dwie noce oka nie zmrużyłem! Drzemałem tyle, ile czasu Bertrand potrzebował na przepisanie dwóch listów!... Rozumiesz! — Aż mi wstyd, że jestem taki niegościnny! Hm! I przyznaj, że to nie łatwo takim być dla pani Walewskiej. — Cóż?! Jeszcze będziesz burczał?! Wczoraj niepodobna było jej wyprawić! Papiery nie były gotowe — a sposobności nie godziło się lekceważyć i na lada jakim liście poprzestawać. Teraz gotowe wszystko prawie. Bertrand nadjedzie i koniec. Taillade przygotował barkę! Chmurzy się, noc będzie ciemna, prześlizgną się pod