Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/388

Ta strona została przepisana.


na tę wiadomość!... Cieszę się, że tu pani nie zostaniesz i boleję, że odjedziesz! Gdybym czemkolwiek mógł służyć, rozkazuj pani! Powrotem twoim mnie pozwól się zająć!...
— Ba — ba! Mój pułkowniku! — ozwał się raptownie głos cesarza. — Widzę, że ci niespodzianki nie sprawiłem!
Komisarz angielski cofnął się raptownie od szambelanowej i starał się ukryć wzruszenie.
— Przyznaję, sire... że do pewnego stopnia...
— Zadowolniłeś swoją ciekawość!? — rzekł dobrodusznie cesarz. — Wybornie! A teraz zdaj dokładną sprawę z posłuchania...
Sire, mając honor już w Wiedniu...
— Ale nie mnie — tylko swemu ministrowi angielskiemu! A śpiesz się!
Pułkownik zrozumiał odprawę i złożył pożegnalny ukłon.
— Do widzenia w San Martino!... A nie miej do mnie żalu, iż cię skazuję na powrót śród deszczu...
Campbell wysunął się z pokoju.
Cesarz przez czas pewien spoglądał na drzwi, które się za komisarzem zamknęły, jakby czekając, czy nie otworzą się jeszcze, zaczem odwrócił się do szambelanowej i ozwał się porywczo.
— Słyszałaś, przekonałaś się?!
— O czem, sire?
— Był pewien, że cesarzowa przyjechała. Nawet on, nawet Campbell, który ma ciągłe wiadomości z poczty angielskiej!...
— Przykro mi, iż się stałam mimowolną sprawczynią...
— Ach, tu nie w tem rzecz! Tu nie w tem rzecz! Tu idzie o dowód, o niezbity dowód, że cesarzowa jest w drodze, że należy się jej spodziewać lada chwila, z godziny na godzinę!...
— Tak — pewnie! — szepnęła pani Walewska.