Strona:Wacław Gąsiorowski - Pani Walewska 02.djvu/392

Ta strona została przepisana.


więc tu są papiery, musisz je ukryć przy sobie!!... koniecznie przy sobie!...
Pani Walewska wzięła wielką, mięsistą kopertę z rąk cesarza i wyszła do sąsiedniego pokoju.
Napoleon rzucił wzrokiem za odchodzącą i rzekł z przekonaniem do Bertranda.
— Nieoceniona kobieta!...
— I ja tak sądzę, sire!
— Jutro, o tej porze, będzie w Civita-Vecchia! A nawet, kto wie, czy nie w drodze do Florencji!
— To zależy, sire!
— Hm! Jakto?!
— Sądziłbym, że nawet pani szambelanowa powinnaby się zatrzymać, deszcz leje coraz większy!...
Napoleon stanął przed oknem i usiłował przeniknąć czarną płachtę nocy, która wyzierała z poza szyb.
— Leje!? Pada — nic więcej!
— I łyska się!...
— Prawda, że się trochę łyska, lecz to właśnie noc jakby upatrzona! Teraz pod nosem samemu Mariottiemu możnaby przejechać!
— Istotnie, sire, jednak dla kobiety, może lękliwej!...
Napoleon roześmiał się dobrodusznie.
— Mój Bertrand, czegóż tu się można lękać! W taką noc, ani łodzi rybackiej nie spotkają! Wymarzona noc! Pozwól, wózek stoi za pałacykiem!...
— Tak jest, sire!
— Wyprowadź szambelanowę, idę naprzód! Tylko nie bałamucić długo.
Cesarz wyszedł z pokoju i przez korytarz skręcił do komnatki, w której był pracował jeszcze Drouot.
Generał na widok Napoleona powstał z uszanowaniem.
— Gdzie mój kapelusz! Aha, jest!...